Budzę się w jesienny poranek, na zegarze znienawidzona godzina 6:00. To zostało mi po miesiącach pracy z „Arktyce” czyli naszej laboratoryjnej chłodni, gdzie trzeba było od wczesnych godzin porannych przygotować serię płytek z rozcieńczeniami naszego białka, które może stanie się w przyszłości lekiem. Codzienne pipetowanie od części mikrolitra do setek mikrolitrów. Konieczna precyzja i dokładność, bo doświadczenia z analizą ilościową nie wybaczają błędów. Wszystko do zrobienia tylko ten chłód i jedna myśl, skończyć jak najszybciej i napić się ciepłej herbaty. Jeszcze ten ból kciuka i przedramienia.

Pewnego dnia w tym kieracie nastąpił przełom, pojawił się on, czyli Andrzej (Andrew+) nieduże ramię wykorzystujące do pipetowania pipety automatyczne jedno i wielokanałowe. Na dodatek sterowany zdalnie co umożliwia kontrolowanie jego pracy również z domu. Proste i intuicyjne oprogramowanie to duża zaleta i jeszcze fakt, że chłodnia +4oC mu nie groźna. Szybko zmienił nasze życie w laboratorium tylko jeszcze ten nawyk porannego wstawania pozostał oby jak najkrócej. Teraz praca w laboratorium to głównie planowanie eksperymentów, czytanie i obróbka wyników. Czasem Andrzejowi podrzucam nowe płytki, tipsy i odczynniki. Życie stało się bardziej przyjazne.